Strona główna > Euroliga > Armani pozbawi złudzeń Prokom?

Armani pozbawi złudzeń Prokom?

Kilka dni temu napisałem felieton, w którym ostro skrytykowałem Tomasa Pacesasa. Jak każdy trener ma on swoich zagorzałych fanatyków, jak i przeciwników. Sądzę, że zdecydowanie liczniejsze grono jest tych drugich. Abstrahując od tego –  już w środę Prokom rozegra kolejne spotkanie w Eurolidze, tym razem z Armani Jeans Mediolan. Czy będziemy świadkami trzeciej porażki, która pozbawi mistrza Polski złudzeń?

Felieton wzbudził wiele kontrowersji, czego oczywiście się spodziewałem. Nie da się jednak ukryć, że Asseco Prokom Gdynia, wygrywa w lidze, bowiem przeżywa ona wielki kryzys. Budżety w większości są niewielkie, trudno więc było włodarzom o sprowadzenie solidnych koszykarzy. Wydaje się, że jedynie PGE Turów Zgorzelec stać na nawiązanie równorzędnej walki. Jednak wicemistrzowie dowodzeni przez Sasę Obradovicia, muszą spełnić kilka wymogów. Przede wszystkim w świetnej formie muszą być zagraniczni liderzy – Willie Deane, Justin Gray oraz Michael Wright. O ile o postawę tego ostatniego można być spokojny, o tyle dwaj obwodowi wicemistrzów potrafią grać bardzo chimerycznie. Zespół ze Zgorzelca musi również znaleźć receptę na Qyntela Woodsa, by w możliwie jak największym stopniu wyłączyć go z gry. Nie będzie to łatwe zadanie – Amerykanin gra rewelacyjnie, i jedynie od czasu do czasu trafi mu się gorszy dzień.
(fot. mmtrojmiasto.pl)
Wracając jednak do meritum. Prokom gra beznadziejnie. Wszystko opiera się na grze jeden na jednego. Wychodzi to fatalnie, gdyż daje się we znaki zmęczenie, oraz wysoki poziom Euroligi. Aby wygrywać potrzeba zespołowej gry. Tego w ekipie Tomasa Pacesasa, szukać można na próżno. Nie ma nawet najmniejszej namiastki ręki trenera, a jedynie samowolka uprawiana przez Daniela Ewinga, Davida Logana tudzież Qyntela Woodsa. Nic więc dziwnego, że wykrecają oni świetne cyferki. Indywidualne wyniki nie przenoszą się, w żadnym stopniu, na końcowe rezultaty potyczek w Eurolidze. Porażka z Oldenburgiem, przed własną publicznością, to wręcz wstyd. Natomiast pogrom w Madrycie, to pokaz wielkiej słabości, ukazanie wszystkich słabych stron gdyńskiego teamu.

Wydaje się, że z tak słabą grą Prokom jest skazany na porażkę. Tym bardziej, że Piero Bucchi dysponuje naprawdę dobrymi koszykarzami. Alex Acker, Morris Finley, Jonas Maciulis, to nazwiska, których fanom basketu nie trzeba przedstawiać. Wszyscy są niesamowicie groźni, i mają znacznie większy potencjał niż tercet Ewing – Logan – Woods.

Pod koszem obie ekipy największych tuzów nie mają. Sow, który wrócił do Prokomu właśnie z Mediolanu, spisuje się fatalnie. Jan-Hendrik Jagla to fałszywy podkoszowy, zaś Ronnie Burrell nie jest tak wykorzystywany, jak powinien być. Naprzeciwko nich staną Mason Rocca i Marius Petravicius. Obaj jeżeli wejdą w odpowiedni rytm, będą bardzo niebezpieczni.

Prokomowi trudno zaufać. Kiedy mają wygrywać, przegrywają. Kiedy mają przegrywać, potrafią zaskoczyć i pokonać przeciwnika. Dla Armani to kolejne wyjazdowe spotkanie, więc “wszystko się może zdarzyć”.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.