O EuroBaskecie słów kilka
Za nami EuroBasket. Historyczne Mistrzostwa Europy pod jednym względem – po raz pierwszy złoty medal przypadł koszykarzom z Hiszpanii, którzy choć bardzo często stawali na podium, nigdy nie byli w stanie odnieść końcowego sukcesu.
Polska – reprezentacja Polski nie grała tak jak można by tego oczekiwać, ale wygrała tyle ile mogła, i tutaj wątpliwości nie mam. Drabinka, w której się znaleźliśmy była niezwykle trudna. Porażki z Turcją, Serbią, Słowenia oraz Hiszpanią wstydu nam nie robią. Jednak styl naszej gry mógł pozostawiać wiele do życzenia, podobnie zresztą jak zachowanie zawodników poza parkietem (specjalne ukłony w stronę Macieja Lampe). Nie zmienia to faktu, że poprawiliśmy rezultat z poprzedniego EuroBasketu, co można odebrać za mały sukces, choć warto zwrócić uwagę, że Urlep tak dobrym składem nie dysponował. Przyda się nowy (lepszy) trener, który będzie w stanie całkowicie zapanować nad graczami, i który przed najważniejszą imprezą nie skreśli trzech rzucających obrońców, tym samym skracając sobie możliwość rotacji na tej pozycji.
Hiszpania – niesamowity zespół. Mistrzowie początkowo grali niemrawo, a porażka w spotkaniu sparingowym z Litwą nie zwiastowała tego. Porażka na inaugurację z Serbią, oraz męczarnie ze Słowenią, niewątpliwie pokazywały nam inny obraz drużyny z Półwyspu Iberyjskiego, niż ten który mogliśmy obserwować w rundzie pucharowej. Tutaj już nie było mocnych na podopiecznych Sergio Scariolo. Pau Gasol był wielką gwiazdą, i tytuł MVP z całą pewnością należał się jemu (tak zresztą głosowałem). Rudy Fernandez również potwierdził, że jest koszykarzem z wielkimi umiejętnościami, a finał w jego wykonaniu – rewelacyjny. Hiszpania grała skutecznie, grała efektownie, i przede wszystkim zasłużyła na ten tytuł.

Serbia – spodziewałem się przed mistrzostwami niespodzianki w wykonaniu Serbów. Któż jednak by przypuszczał, że koszykarze Dusana Ivkovicia dojdą tak daleko? Z całą pewnością tak wielkich optymistów było niewiele. Sądziłem, że półfinał to max co jest w stanie osiągnąć ten młody, niedoświadczony, aczkolwiek waleczny, z charakterem zespół. Milos Teodosić pokazał, że już teraz jest gotów do gry na najwyższym europejskim poziomie. W finale zawiedli, ale byli zmęczeni, wręcz wykończeni trudnym starciem ze Słowenią. Słowa pochwały należą się oczywiście Ivkoviciowi za świetne poukładanie ekipy, oraz wynik. Drugie miejsce to wielki sukces, który zwiastuje powrót do wielkich tradycji Jugosławii.
Grecja - Gdyby nie Spanoulis polegli by z kretesem już wcześniej. Kazlauskas nie miał co prawda do dyspozycji kilku niezwykle istotnych graczy, ale jego drużyna i tak wyglądała bardzo dobrze. Trzeba jednak przyznać, że gdyby nie Spanoulis byłoby źle. Na szczęście ten grał rewelacyjnie, choć w starciu z Hiszpanią, zawiódł. Trzecie miejsce można uznać za sukces, biorąc pod uwagę, że na poprzednim EuroBaskecie było gorzej, pomimo lepszego rosteru.
Słowenia – osiągnęli najlepszy wynik w historii. Wyrazy olbrzymiego uznania dla Jaki Lakovicia, który w ostatnich trzech spotkaniach na mistrzostwach Europy, był wręcz maltretowany. Jaka nie zachwycił w nich, ale grał bardzo dobrze – 124 minuty, 34 punkty, 11 asyst w 3 spotkaniach, to mówi samo za siebie.
Najwięksi przegrani: Litwa – Litwa zawiodła na całości. Butautas kompletnie nie wykorzystał potencjału tego zespołu. Co prawda na obwodzie nie dysponował on tak świetnymi koszykarzami, ale pod tablicami było już naprawdę dobrze, a pomimo tego słaby rezultat. Miała racja Karolis (dziennikarka z Litwy), z którą rozmawiałem przed EuroBasketem, która powiedziała, że kombinacyjna, poukładana gra nie jest mocną stroną Litwy.
Chorwacja – nie zachwycali od samego początku. Wygrywali to co powinni byli wygrać, ale to i z wielkimi męczarniami. W drugiej rundzie zaledwie jedno zwycięstwo. Jasmin Repesa również nie wykorzystał potencjału tego zespołu. Mając taki obwód można było ugrać nieco więcej, tym bardziej, że Ci zawodnicy grają już trochę ze sobą.
Organizacja według mnie przeciętna. Roman Ludwiczuk zadowolony, dziennikarze nie. Prawda pewnie leży gdzieś po środku. Nie zmienia to jednak faktu, że Polacy koszykówką się nie interesują. Obecnie basket jest niszowy, daleko w tyle za piłką nożną, czy siatkówką. O ile jeszcze w tym drugim wypadku jestem w stanie to zrozumieć – sukcesy siatkarek (ME 2003, 2005) oraz siatkarzy (2009), o tyle w przypadku futbolistów jest to bardzo dziwne, bowiem rokrocznie zawodzą oni w europejskich pucharach oraz na wielkich imprezach.
Skoro już po EuroBaskecie to moje (szczegółowe) typy:
MVP - Pau Gasol (Hiszpania)
Pierwsza piątka: Milos Teodosić (Serbia) – Vasileios Spanoulis (Grecja) – Rudy Fernandez (Hiszpania) – Erazem Lorbek (Słowenia) – Pau Gasol (Hiszpania)
Druga piątka: Jaka Laković (Słowenia) – Juan Carlos Navarro (Hiszpania) – Ersan Ilyasova (Turcja) – Nenad Krstić (Serbia) – Timofiej Mozgow (Rosja)
Długo zastanawiałem się nad Ilyasovą w pierwszej piątce, ale jego spotkanie z Grecją, zaważyło ostatecznie na obecności Rudy’ego.
Najlepszy trener: Dusan Ivković
Największa – pozytywna – niespodzianka: Serbia
Największa – negatywna – niespodzianka: Litwa

Czas powrócić do szarej rzeczywistości. Już 10. października startuje PLK.
Faktycznie, nasze wyniki może i nie przynoszą wstydu, ale gra tak. Szczególnie w spotkaniu z Hiszpanią. Nie ma nic gorszego niż oglądanie zespołu, który wiarę w zwycięstwo traci już przed pierwszym gwizdkiem…